1918-2018

STO LAT ODZYSKANEJ NIEPODLEGŁOŚCI

 

 

 

Nauczanie przez czytanie - "Gwiazdka w Bullerbyn"

 

Gdzie ta zima? Śniegi? Sanki?
Gdzie zimowe są bałwanki?
Widział ktoś śniegowy puch?
Nie, lecz wierz… świąteczny duch
za oknami miękko stąpa,
na dzwoneczkach cicho brząka,
jeszcze chwila… o, i już
przy nas blisko jest - tuż, tuż. 

Do nas przez zawieje czasu
z najdalszego Szwecji lasu
na saneczkach suną właśnie
Anna z Brittą, Olle z Lassem,
Lisa, Bosse też, a jakże.
Ktoś jest z nimi, patrzę, patrzę…
Nie… zdawało chyba się,
wzrok tak często myli mnie.

Hej, dzieciaki ze Słoneczka!
Słyszeliśmy, że pamięta
o nas słoneczkowa brać.
Woła Lasse. Czas już czas
zacząć święta jak w Bullerbyn
od pierników, więc je lepmy,
więc wałkujmy, wycinajmy
a na koniec je wcinajmy.

Zrobiliśmy tak, jak mówił.
Piernikowe ciasto lubi
pougniatać każdy z nas.
Nasze panie z nami wraz
zakasały więc rękawy,
no i było moc zabawy.
Ugniatanie, wałkowanie,
wycinanie i wąchanie,
smakowanie też, bo przecież
czy jest coś lepszego w świecie?

Później… jest choinka! Rety!
Żadna z pań nie ma tej krzepy,
by choinkę taką piękną
po tych schodach wnieść na piętro.
Daję głowę. Nie da rady.
Tu musiały wielkie sprawy
wziąć choinkę w swoje ręce.
Pewnie świąt prawdziwy duch
sprawił jeszcze jeden cud.

Jest choinka? Goła trochę.
Mówi Lisa. Jabłka powieś
i orzechy, i cukierki,
i pierników worek wielki,
których brzuchy nie zmieściły.
No i teraz, moi mili
jakbyście w Bullerbyn byli,
bo choinka właśnie taka
w Szwecji gdzieś na kraju świata.

Nagle... cóż to, czy wzrok myli?
Krasnal jakiś w jednej chwili
wszem i wobec się objawia...
Jam Jultomte. Się przedstawia.
Skrzatem jestem szwedzkich świąt
i podarków niosę moc
tym, co grzeczni cały rok.
Lasse tutaj spuścił wzrok.

W drodze z mojej Skandynawii
napotkałem, słowo daję,
Mikołaja czy Gwiazdora,
ponoć różnie się nań woła.
Prosił, by przekazać wam,
że zaprzęga do swych sań
najśmiglejsze konie, reny,
co udźwigną worki cztery...
Oj tam, cztery to za mało,
ale rymu brakowało.

Ach, to chyba czary były,
które szybko się skończyły.
Nie ma już z Bullerbyn dzieci,
za oknami słońce świeci
tak jesiennie. Nie zimowo.
Co się ze mną ciągle dzieje,
widzę świat, co nie istnieje?

Ale cóż to? Skąd ciasteczka?
I choinka? I czapeczka
taka, jakby prosto z skrzata?
A za oknem czy śnieg pada?
I te dzwonki... przecież słyszę,
No i kroki miękkie czyjeś.
Czy możliwe, by duch świąt
z Astrid Lindgren przybył stąd,
gdzie na końcu końców świata
bajki dzieciom opowiada?

A więc dobrze to widziałam,
że na sankach przyjechała
razem z dzieciakami swymi
zmyślonymi - prawdziwymi.

To możliwe przecież całkiem.
Cóż za życie jest bez bajki?

A na dowód, że to prawda
mam w kieszeniach trochę ciasta,
mam i buzię piernikową
i książeczkę całkiem nową
z choinkami, prezentami,
ze skrzatami, piernikami.
Mam i  utrapiony wierszyk,
co chce, by go pisać jeszcze,
lecz nic z tego. Basta. Cii...
Niech do wiosny wierszyk śpi.

(tekst: Iwona Jagieła)